AHSAN
RIDHA HASSAN

NAJNOWSZA POWIEŚĆ

Zabobon, Wydawnictwo Marginesy

Każdy ma wspomnienia. Każdy swoje. A pamięć kusi, by nie być jej wiernym. Bartek kończy właśnie książkę inspirowaną niedawną zbrodnią. Ma morderstwo: w Brzezinach Śląskich młodociany Cygan zabił w afekcie swoją rodzinę, po czym zwariował i został zamknięty w zakładzie. Bartkowi czegoś jednak brakuje w tej opowieści. Coś się nie zgadza.
Po przypadkowym spotkaniu z dawnym przyjacielem dopadają go wspomnienia o byłej dziewczynie, prawdziwej heroinie. Pod ich wpływem ponownie drąży sprawę morderstwa. Mętny trop prowadzi do niepokojących interpretacji. Tu zaczyna się prawdziwa podróż bohatera. Od tej pory żyje jednocześnie we dnie i w nocy, w świecie realnym i irracjonalnym.
Równocześnie Bartek mierzy się z własnymi demonami z przeszłości. Pragnie się zakorzenić, zamieszkać ze swoją ciężarną partnerką, porzucić kawalerskie życie, zbudować przyszłość. Ale nie potrafi.
Zabobon to powieść o kluczeniu w labiryntach pamięci, o kłamstwie, w którym każdy ma swój udział, i o niebezpieczeństwie stojącym za rolą twórcy. Mocna, oryginalna, nieprzewidywalna.

RECENZJE

Leszek Bugajski, Wprost: Trzeci tom prozy Ahsana Ridha Hassana pokazuje, jak świetnie krakowski autor rozwija się i jaką osiągnął literacką biegłość
Adam Szaja, Smakksiazki.pl: Powiem krótko, ale treściwie. Jeśli szukacie dobrej powieści, która zmusi Was do myślenia, a nie będzie tylko kolejną przeczytaną książką, to sięgnijcie po „Zabobon” Ahsana Hassana

Łukasz Wojtusik, TOK FM: W sidła książki wpadłem. Zwarty, dobry język, Kraków, z którego nie da się uciec, miasto, w którym łatwo się zasiedzieć, zaśniedzieć. Opowiadanie, tworzenie mitu, pamięć, co na manowce wodzi, literackie przetrawianie Krakowa. Lubię gdy się dobrze czyta.
Janusz Leon Wiśniewski, pisarz: Mroczna, wciągająca jak chodzenie po bagnach, absolutnie nieoczekiwana książka.
Paralaksa tła

AKTUALNOŚCI

4 dni temu

Ahsan Ridha Hassan

Zwyrodnialec.
Muszę się do czegoś przyznać. Mam zwyczaj niszczenia książek. Niszczę je podwójnie. Po pierwsze zapisuję notatki, dodam niemiłosiernie, zazwyczaj na ostatniej kartce, czasem na brzegu strony, podkreślam, zakreślam udane lub ważne zdania. Dlaczego to robię? Z potrzeby rozwoju warsztatu i zjawiska zapominania o czym była książka po kilku latach od odstawienia. Patrząc w notatki od razu wszystko wiem: dlaczego np. "Dzienniki" Marai'a były momentami ciężką, acz wartościową lekturą, a czemu "W stronę Swanna" męczyło mnie niemiłosiernie.
Drugą przywarą, gorszą, bo powodującą wręcz moralne mdłości, jest odkładanie wyczekiwanych, kupionych i leżakowanych miesiącami książek zaraz po magicznej pierwszej setce stron. Nienawidzę tego, nienawidzę po stokroć, bo wiem, jak ciężko jest książkę napisać, ile czasu i pracy trzeba włożyć. Ale cóż mam zrobić, kiedy, zazwyczaj w 1/3 albo dopiero 1/4 lub, o zgrozo, 1/5 długości widzę resztę horyzontu i wiem, że nic więcej z tekstu nie wycisnę, że jedynie będę się męczyć, męczyć, aż domęczę lekturę do końca, wrzucę ją na półkę i westchnę: udało się.
Książki traktuję, jak inne wytwory kultury - choćby gry, filmy, czy seriale. Jak mi się nie podoba - przerywam, bo szkoda mi czasu. Niemniej do książek, mimo wszystko, podejście mam szczególne. Stąd i pewnie szczególne wyrzuty sumienia. Tłumaczę sobie, że jest nadprodukcja literatury, że i tak nigdy nie przeczytam wszystkiego, że warto poświęcać czas tylko na to, co najbardziej wartościowe, a męczyć się wtedy, kiedy coś wniosę z lektury - patrz ostatnio "Austerlitz" Sebalda, niemniej! Niesmak pozostaje.
Macie podobnie? Czy tylko ja jestem takim zwyrodnialcem?
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

Ahsan Ridha Hassan © 2020 | kontakt@ahsanridhahassan.pl